Reklama

Reklama

To miały być zwykłe odwiedziny u siostry w Łęcznej. Wojna zmieniła plany

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

To miały być zwykłe odwiedziny u siostry w Łęcznej. Wojna zmieniła plany - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości 28-letnia Oksana Huzovata z Charkowa ze swoją dwuletnią córeczką Kariną ponad miesiąc temu przyjechała do mieszkającej w Łęcznej siostry. Tutaj dowiedziała się o napaści Rosji na jej ojczyznę. - Chciałabym wrócić i pomagać rodakom, ale zostanę ze względu na córeczkę - mówi spotkana przez nas pani Oksana.

Reklama

To miały być zwykłe odwiedziny. Jednak w czasie pobytu w Łęcznej kobieta śledziła coraz to bardziej niepokojące doniesienia o rozmieszczeniu rosyjskich wojsk tuż pod ukraińską granicą.

Tutaj dowiedziała się też o napaści na jej ojczyznę. Wojna całkowicie zmieniła plany pani Oksany. Pozostanie dłużej w Polsce, co oznacza m.in. rozłąkę z mężem, który został w Charkowie.

Oksanę Huzovatą spotkaliśmy przypadkiem w centrum Łęcznej w piątek, 25 lutego, kiedy trwał ostrzał rakietowy Charkowa. Tego samego dnia władze Ukrainy wydały zakaz opuszczania kraju przez mężczyzn w wieku 18-60 lat.

Tuż przed naszym spotkaniem pani Oksana rozmawiała telefonicznie z mężem, który informował ją, że od dłuższego czasu szuka w swojej okolicy jakiegokolwiek sklepu, gdzie mógłby kupić zapasy żywności.

Pani Oksana szła ze swoim wychowanym w Łęcznej siostrzeńcem, który przetłumaczył naszą rozmowę. Ukrainka opowiedziała nam o sytuacji w jej mieście.

Oksana Huzovata z Charkowa: WOLAŁABYM WRÓCIĆ DO KRAJU

Na Ukrainie został mój mąż, który musi uciekać z miasta, bo są już trupy na ulicach. Nie tylko żołnierzy, bo zabijają także cywili. Mieszkańcy miasta są przerażeni, chowają się w piwnicach i schronach. Wojska rosyjskie niszczą też architekturę miejską. Rosjanie chcą nas zastraszyć, puszczają nawet atrapy rakiet, żeby ludzie panikowali i uciekali. Za każdym razem, kiedy leci rakieta, w całym mieście wyją syreny. Część z nich jest zbijana przez system antyrakietowy, który mamy w Charkowie. Wiele sklepów jest pozamykanych, więc jest problem nawet z zakupem jedzenia. Stacje paliw obsługują tylko wojsko. Ludzie boją się, że nocą dojdzie do kradzieży w sklepach i aptekach. Mąż cieszy się, że jestem tutaj, a ja nie bardzo. Wolałabym wrócić do swojego kraju i pomagać jako wolontariuszka, ale muszę zostać ze względu na córeczkę  

Artykuł pochodzi z portalu tubalecznej.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy